7 rzeczy, które najczęściej wychodzą w audycie SEO (i dlaczego nikt ich wcześniej nie zauważył)

Strona wygląda świetnie, działa, klienci ją chwalą, a ruchu z Google jak nie było, tak nie ma. W audytach SEO powtarza się kilka tych samych przyczyn. Oto siedem, które widzę najczęściej.

W skrócie:

  • Większość błędów SEO jest niewidoczna dla właściciela, bo strona „normalnie działa”. Widać je dopiero w kodzie, w danych z Google Search Console albo po przeskanowaniu całego serwisu.
  • Rekordzista to zapomniany znacznik noindex po starcie strony, który mówi Google: „nie pokazuj mnie w wynikach”.
  • Bardzo częste są też: kilka podstron walczących o tę samą frazę, strony bez żadnych linków wewnętrznych, zdublowane tytuły i łańcuchy przekierowań.
  • Dobra wiadomość: wiele z tych błędów naprawia się w godziny, a efekt bywa widoczny w ciągu kilku tygodni.

Audyt SEO kojarzy się z grubym raportem pełnym wykresów. W praktyce najcenniejsze w nim bywa kilka prostych znalezisk, o których nikt nie miał pojęcia. Zebrałem te, które wracają najczęściej. Jeśli któreś brzmi znajomo, to dobry znak, że warto zajrzeć głębiej.

1. Zapomniany noindex

Podczas budowy strony to rozsądne: zaznaczasz w WordPressie „Proś wyszukiwarki o nieindeksowanie”, żeby Google nie pokazywał niegotowej wersji. Potem strona startuje, jest kawa, szampan, zdjęcia na LinkedIn… a ptaszek zostaje. Google grzecznie słucha i przez pół roku nie pokazuje strony w wynikach. Brzmi jak żart, ale znajduję to regularnie, czasem na pojedynczych podstronach, co jeszcze trudniej zauważyć.

2. Strony, które walczą same ze sobą

Nazywa się to kanibalizacją. Masz stronę usługi „pozycjonowanie stron”, wpis na blogu „czym jest pozycjonowanie stron” i jeszcze podstronę „SEO dla firm”. Google nie wie, którą pokazać, więc pokazuje je na zmianę, każdą nisko. Zamiast jednej mocnej strony masz trzy słabe. Rozwiązanie to jasny podział: jedna fraza, jedna główna strona, reszta do niej linkuje.

3. Osierocone podstrony

To podstrony, do których nie prowadzi żaden link z innych stron serwisu. Są w sitemapie, czasem nawet w Google, ale użytkownik na nie nie trafi, a Google uznaje je za mało ważne. Typowe przypadki: stare oferty, landing page z kampanii, wpisy blogowe, które wypadły z listy po kolejnych publikacjach.

4. Ten sam tytuł na dwudziestu stronach

Tytuł strony (ten niebieski napis w wynikach Google) to jeden z najważniejszych sygnałów. Na wielu stronach wszystkie podstrony mają tytuł w stylu „Usługi | Nazwa firmy” albo, co gorsza, nazwę szablonu. Google próbuje wtedy wymyślać własne tytuły, z różnym skutkiem.

5. Brak nagłówka H1 albo pięć nagłówków H1

Kreatory stron pozwalają łatwo zmienić wygląd tekstu, więc ktoś robi duży napis zwykłym akapitem, a mały podpis nagłówkiem H1. Wizualnie wszystko gra, a w kodzie struktura strony wygląda jak spis treści pomieszany po upadku na podłogę. Dla ludzi bez znaczenia, dla robotów Google i AI całkiem spore.

6. Łańcuchy przekierowań i linki do nieistniejących stron

Po kilku przebudowach strony stary adres przekierowuje na nowszy, ten na jeszcze nowszy, a ten na aktualny. Każdy krok spowalnia i „gubi” część wartości linków. Do tego dochodzą linki w menu i treściach, które prowadzą do stron zwracających błąd 404. Z zewnątrz tego nie widać, bo mało kto klika w stopkę sprzed trzech lat.

7. Treść, która mówi o firmie zamiast do klienta

To już mniej techniczne, ale bardzo częste. Strona usługi zaczyna się od „Jesteśmy dynamicznie rozwijającą się firmą z wieloletnim doświadczeniem”, a o tym, co konkretnie robisz, ile to kosztuje i jak wygląda współpraca, jest jedno zdanie na dole. Ludzie i wyszukiwarki szukają odpowiedzi na swoje pytania. Strona, która na nie odpowiada, wygrywa i w Google, i w odpowiedziach AI.

Dlaczego nikt tego wcześniej nie zauważył?

Bo strona działa. Formularz wysyła maile, zdjęcia się ładują, klienci mówią, że ładnie. Błędy SEO nie krzyczą, tylko po cichu obniżają ruch. Widać je dopiero, gdy przeskanuje się cały serwis narzędziem, które patrzy na stronę oczami robota, i zestawi to z danymi z Google Search Console.

Właśnie tak wygląda mój audyt i optymalizacja SEO: skan całej strony, analiza danych i lista poprawek ułożona od tych, które dadzą najwięcej przy najmniejszym wysiłku. Jeśli po audycie chcesz iść dalej, naturalnym krokiem jest pozycjonowanie w Google.

FAQ

Ile trwa audyt SEO?

Zależy od wielkości strony. Dla typowej strony firmowej to zwykle od kilku dni do dwóch tygodni, łącznie z przygotowaniem listy rekomendacji.

Czy audyt SEO jest potrzebny nowej stronie?

Tak, szczególnie tuż po starcie. To najlepszy moment, żeby wyłapać zapomniany noindex, błędne przekierowania ze starej strony i braki w tytułach, zanim zaszkodzą pozycjom.

Czy mogę sam sprawdzić podstawowe błędy?

Część tak. Wpisz w Google site:twojadomena.pl i zobacz, czy wszystkie ważne strony są w wynikach, a w Google Search Console sprawdź raport indeksowania. Pełny obraz daje jednak dopiero skan całego serwisu.

Łukasz L
Łukasz LFreelancer od SEO i WWW z WarszawyLinkedIn

Łukasz Lewczuk to freelancer od SEO i stron www z Warszawy, w marketingu internetowym od 2013 roku. Przez kilka lat był Head of SEO w dużej agencji, a dziś pracuje bezpośrednio z firmami: tworzy szybkie strony na WordPressie i sklepy WooCommerce, prowadzi pozycjonowanie w Google i w narzędziach AI, przygotowuje drobiazgowe audyty SEO i sprząta strony po włamaniach.

Zbudował kilkaset stron internetowych i wypromował w sieci setki firm. Na blogu pisze o tym, co widzi na co dzień w pracy: konkretnie, na danych i bez marketingowego żargonu.